wtorek, 21 lipca 2015

AoKise- Nie zostawiaj mnie...

Zatrzymuję się tuż przed skupiskiem ubranych w odświętne, czarne stroje ludzi i rozglądam się. Wśród wielu zapłakanych osób odnajduję znajome twarze. Podchodzę do nich chociaż nogi mam jak z waty, zaś serce ugrzęzło w okolicach przełyku. Spoglądają na mnie smutno, a ja nie bardzo rozumiem o co chodzi. Może raczej nie chcę rozumieć… Nie mogąc oddychać, rozluźniam trochę krawat z nadzieją, że to pomoże. Nikt nic nie mówi, ciszę przerywa jedynie szloch kilku kobiet. Po kilku minutach słyszę cichy stukot drewna o podłoże i rozpaczliwy krzyk jednej z nich rozrywa resztki ciszy. Spoglądam w kierunku źródła wrzasku i widzę jak dziewczyna upada na kolana zakrywając usta dłonią, a słone łzy potokami spływają po jej twarzy. Kilka osób podchodzi do niej, by choć trochę ją uspokoić. Wszyscy, których znam powoli odchodzą, zbliżając się do czegoś, co znajdowało się na środku pomieszczenia. Nie chcę tam iść, mam złe przeczucia. Boję się… Chcę się wycofać, chcę uciec, ale nie potrafię. Wbrew własnej woli podążam za przyjaciółmi i zatrzymuję się tuż za nimi. Ich twarze wykrzywiają się w bólu, ale nie wiem co go powoduję. Nie wiem co się dzieje. Patrzę tam, gdzie wpatrują się wszyscy i zamieram. Dlaczego on tam leży? Dlaczego wpakowali go do czegoś takiego? Poruszam się niespokojnie i idę w jego kierunku. Czuję na sobie wzrok wszystkich obecnych, ale to nie jest ważne. Ważny jest on. Pochylam się nad nim i głaszczę po lodowatym policzku. Wyziębił się, trzeba go przykryć, bo zamarznie. Pytam dlaczego go tu włożyli i czy to jakiś kiepski żart, kilka osób załkało. Mój głos jest coraz bardziej roztrzęsiony, prawię krzyczę. On tylko śpi! Śpi! Więc dlaczego leży w trumnie? Nie dociera do mnie co się dzieje. Nie chcę do siebie dopuścić prawdy, która złamałaby mi serce. Wygląda tak spokojnie… Jedna z osób, którą znam od tylu lat, podchodzi do mnie, ostrożnie obejmuje i delikatnym ruchem próbuje mnie odciągnąć, ale zapieram się i szarpię. Nie chcę! Nie zostawię go! Krzyczę. Robię się agresywny i wulgarny. Wyrywam się i znów podbiegam do drewnianego, ozdobnego pudła wyłożonego białymi poduszkami i kwiatami. Bardzo ostrożnie, drżącymi palcami odgarniam jego złote kosmyki z czoła. Dlaczego on? Moje łzy kapią na jego bladą twarz. Płaczę. Pierwszy raz od tak dawna płaczę. Chcę go wyjąć, ale mi nie pozwalają, kilka osób siłą próbuje mnie od niego odciągnąć. Nikt nie może opanować łez, szlochu i grymasu bólu malującego się na twarzach gapiów. W końcu bolesna prawda wdziera się do mojej głowy przypominając tym samym wiadomości z ostatnich kilku dni. Nie żyje…  On naprawdę nie żyje… Zginął w tym pieprzonym wypadku… Stoję tak jeszcze przez chwilę patrząc na jego klatkę piersiową z nadzieją, że zacznie oddychać, aż w końcu pozwalam się wyprowadzić i siadam na schodach przed budynkiem. Kulę się opierając czoło o kolana starając się uspokoić. Duszę się. Nie pozwoliłem ci umrzeć, pieprzony idioto! Nie miałeś prawa ginąć! Nie teraz! Nie w taki sposób! Nie, kiedy miałem powiedzieć ci w końcu o tym co do ciebie czuję… Kise, ty debilu… Nie zostawiaj mnie…


                                                                            *****

Kolejna miniaturka, tym razem dość smutna, trochę jak ja ostatnio. Utrata bliskich jest straszna...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz