Witam serdecznie~! >w<
Prawdopodobnie zmienię tematykę bloga! Nie będzie on już poświęcony tylko i wyłącznie KnB, ale będzie ogólny, co da nam większą różnorodność par oraz zwiększy u mnie częstotliwość dodawania moich pisadeł. Wena nie sługa, jak już to kiedyś mówiłam, i po prostu nie zawsze mam ochotę na pisanie o Kurobasu ;-; Zniknęłam na prawie rok, teraz co prawda dodałam kilka opków, ale kto wie czy znowu nie zrobię sobie mega długiej przerwy? Dlatego, jeżeli rozszerzyłabym swoje pole manewru, a nie ograniczałabym się tylko do opowiadań z Kuroko, pewnie częściej bym tu zaglądała i dodawała jakieś opki ;o; Mogłabym na przykład zacząć od Assassination Classroom, albo Haikyuu? :3
Na dniach pewnie pojawi się jeszcze jakieś opowiadanie; albo dodam coś do poniedziałku, albo trzeba będzie poczekać do lipca, z powodu mojego wyjazdu. W każdym bądź razie postaram się tu coś wstawić, ale nie wiem czy będzie to wpis z maniakami koszykówki, czy testowy wpis z innym shipem :D
Dajcie znać co myślicie o tym pomyśle i piszcie jakie pary chcielibyście u mnie zobaczyć ^^ (Choć oczywiście nie obiecuję, że wszystkie się pojawią, bo po prostu mogę nie znać anime czy coś ;w;) Postaram się spełnić wasze oczekiwania!
sobota, 18 czerwca 2016
czwartek, 19 maja 2016
AkaFuri- Nie jesteś już sam
Kolejne opowiadanko w tym miesiącu- szaleję :D. Tym razem jest to
AkaFuri inspirowane odcinkiem specjalnym "Saikou no Present Desu" *^*
Dodatek taki wzruszający ;3; Mam szczerą nadzieję, że przypadnie wam do
gustu i niczego nie zwaliłam ;w; Życzę miłego czytania~!************
Kim Ty właściwie jesteś? Ty, który powszechnie uważany jesteś za ideał o niezwykle przerażającej naturze. Ty, którego spojrzenie wystarczy, bym wstrzymał oddech, stracił władzę w nogach i czuł szaleńcze bicie swego serca w gardle. Bezwzględny imperatorze, gdzie zgubiłeś swoje władcze “ja”? Kiedy przestałeś roztaczać wokół siebie niebezpieczną aurę pełną dominacji? Niegdyś cały świat padał do Twych stóp, nikt nie podważał Twoich rozkazów; zawsze wygrywałeś. A teraz?
Zmieniłeś się. Twoje oczy nie przerażają mnie już tak bardzo, Twój głos nie przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze, Twoja postawa przestała wyrażać typową dla Twej osoby arogancję. Stałeś się niezwykle miły, uśmiech częściej gości na Twojej twarzy. Co się stało? Co doprowadziło do tak drastycznych zmian w Twym charakterze?
Przedstawiasz się jeszcze raz niezwykle uprzejmym tonem, kłaniając się z delikatnym uśmiechem. Czemu to robisz? Przecież się znamy. To przed Tobą ośmieszyłem się upadając na parkiet, gdy szedłeś po zwycięstwo dumny niczym lew. Nie pamiętasz, jak grałem przeciw Tobie? Co jest prawdą? Nic nie rozumiem.
Siadasz blisko mnie, sięgasz po kubek, napełniasz go napojem. Rozluźniony, w powietrzu nie czuć żadnego napięcia. Odzywasz się; mimo okropnego gwaru doskonale słyszę każde Twoje słowo. Rozmawiamy, mój strach powoli zanika.
- Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli się jeszcze kiedyś ze sobą zmierzyć.- mówisz, wystawiając kubek do toastu. Jednak mnie pamiętasz. Więc dlaczego się przedstawiałeś, dlaczego Twoje podejście diametralnie się zmieniło? Przyglądam Ci się zdezorientowany, uśmiech czający się na Twojej twarzy mnie onieśmiela.
- Zdecydowanie.- odpowiadam nerwowo, jednak kąciki moich ust się unoszą, jakby pozbawione całej niepewności, którą właśnie odczuwam. Akashi Seijurou, które z Twoich oblicz jest prawdziwe?
Wracamy do domu- Kagami, Kuroko i starsi członkowie drużyny Seirin zajmą się porządkami. Każdy powoli odchodzi w swoją stronę, już prawie nic nie zostało z grupy tworzonej przez przyjaciół Tetsuyi. Odwracam się za Tobą i natychmiast napotykam Twój wzrok. Cholera. Odwracam się i przyspieszam kroku, speszony ilością uwagi, jaką zechciałeś mi dzisiaj poświęcić. Nadal nic nie rozumiem, Twoja przemiana jest dla mnie zagadką. Nie jesteś już majestatyczną burzą, ale jaśniejącym po niej niebem. Jednakże niezależnie od postaci jaką przybierasz, mam do Ciebie słabość.
- Furihata-kun.- wymawiasz moje nazwisko doganiając mnie. Czemu podążasz za mną? Czemu przestałeś mówić mi po imieniu? Naprawdę już nic nie łapię…
- A-Akashi-kun…- szepczę w odpowiedzi nieśmiało patrząc na Twą bladą twarz.- Dlaczego?- pytam nie mogąc dłużej trzymać języka za zębami. Patrzysz mi w oczy, cisza buduje moją niepewność, ale wtem zaczynasz mówić. Odpowiadasz na wszystkie moje nieme pytania, zupełnie jakbyś czytał mi w myślach. Zwierzasz mi się, spokojnie opowiadasz swą historię, ja słucham uważnie. Kiedy kończysz, spuszczasz wzrok, a ja jak na złość nie wiem co odpowiedzieć- zresztą jak zwykle. Znów stoimy w ciszy.
- Seijurou…- Twoje imię niezwykle łatwo przechodzi mi przez gardło, zupełnie inaczej niż Twoje nazwisko, ono dziwnym trafem wzbudza we mnie strach. Teraz już wszystko rozumiem i rozumiem Twój ból. Strach przed zostaniem w tyle, przed staniem się bezużytecznym. Więc osobowość, którą poznałem jako pierwszą, była tylko mechanizmem obronnym… Ale wiesz, Akashi… Nie jesteś już sam.
Posyłam Ci delikatny uśmiech, nie czuję już ani strachu, ani wstydu- przecież jesteśmy tacy sami.
- Wróćmy razem do domu, Sei.- mówię łagodnie niezdarnie łapiąc Cię za rękę. Nawet nie wiem czemu to zrobiłem, ale nie wyglądasz jakby Ci to przeszkadzało. Po prostu się uśmiechasz.
- Oczywiście, Kouki.
niedziela, 15 maja 2016
AkaKuro- Jestem Twój
Szczęście. Chyba nie ma na świecie takiej osoby, która nie chciałaby go zaznać. Euforia przelewająca czarę Twojego serca. Miłość i poczucie bezpieczeństwa, spełnienie swych najskrytszych marzeń- właśnie tego pragniemy. Co prawda, niektórzy dążą do niego ciężkim wysiłkiem pomagając bliźnim, gdy są w potrzebie, inni zaś egoistycznie idą po trupach stawiając swoje “ja” na pierwszym miejscu. Różnimy się od siebie, ale tak czy inaczej, wszyscy mamy taki sam cel: bycie szczęśliwym. Do nie dawna myślałem, że udało mi się osiągnąć wszystko czego tylko mogłem pragnąć. Mam przyjaciół, mam też kogoś, kto oddał mi całe swoje serce. Problem w tym, że czegoś mi brakuje. Zupełnie jakbym zgubił fragment układanki, który stanowi najważniejszą część obrazka. Parę godzin temu nieustannie zastanawiałem się, czego mi brakuje, lecz wydaje mi się, że właśnie poznałem odpowiedź…
Siadasz na jednym z dębowych krzeseł otaczających ogromny stół, Twoje smukłe palce suną po powierzchni ceramicznej filiżanki. Woń kawy unosi się znad parującej zawartości naczynka, którego temperatura zdaje się Cię nie zrażać, bo uparcie trzymasz je w swoich dłoniach. Twój wzrok jak zwykle utkwiony jest w pliku kartek pokrytych ważnymi informacjami, które lada moment będziesz musiał uzupełnić. Znów źle sypiasz? Przecież tyle razy Cię prosiłem, abyś nie zarywał nocy. Jednak Ty wiesz lepiej, jesteś uparty jak osioł, zawsze musisz wygrywać. Podchodzę do Ciebie, powoli, jakbym nie chciał Cię spłoszyć, choć to ja jestem jedynym, który powinien bać się i uciec. Niestety moje serce jest zbyt głupie, zagłusza rozum i jego mądre rady ciągnąc mnie do Ciebie z szaleńczym zapałem. Zaglądam Ci przez ramię, wdychając wspaniały zapach Twojego ciała, ostrożnie obejmuję Cię w pasie. Jak daleko mogę się posunąć? Gdzie znajduje się granica? Serce łomocze mi w piersi, czuję jego uderzenia w gardle, buzująca krew dudni mi w uszach. Strach? A może ekscytacja? Nie potrafię określić tego uczucia… Nie reagujesz, więc sunę nosem po twej szyi, a Twoje delikatne jasnoczerwone kosmyki smyrają mnie po twarzy. Imperator, bezwzględny absolut- to właśnie Ciebie mi brakuje. Mimo wzlotów i upadków, mimo drastycznych zmian Twojego charakteru, zawsze jesteś moim numerem jeden. Lecz kim ja jestem dla Ciebie?
Obejmuję Cię mocniej, przyciągam do siebie ostrożnie, byś się nie poparzył zawartością filiżanki. Bez Ciebie nie istnieję, wiesz o tym. To Ty mnie odkryłeś, to Ty wyszkoliłeś, a ja tańczyłem jak tylko mi zagrałeś. Nadal tego chcę, chcę być od Ciebie całkowicie zależny. Chowam głowę w zagłębieniu twojej szyi szukając schronienia. Jestem tylko cieniem, Twoim cieniem. Lecz czy Ty możesz być tylko moim światłem? Czy pragnienie posiadania Ciebie na wyłączność to zbyt dużo. Powiedz mi…
- Tetsuya?- wypowiadasz moje imię, a ja tylko zaciskam dłonie na Twojej koszuli. Nie odpowiadam, nie chcę. Co mu powiem? - Tetsuya?- powtarzasz je, w Twych ustach brzmi tak pięknie, traci całą swoją przeciętność. Jesteś po prostu ideałem. Ideałem, dla którego straciłem głowę. Akashi-kun, co mam robić? Co powiedzieć? Jesteś mistrzem, niezależnie jaki ruch wykonam Ty i tak wygrasz. Odkładasz napój, odwracasz się w moją stronę. Nie patrz na mnie…
Stawiasz na swoim, zresztą jak zwykle. Kulę się pod Twoim spojrzeniem, które przeszywa mnie na wskroś. Czytasz ze mnie jak z otwartej księgi, prawda? Już znasz moje uczucia, nie ma drogi powrotnej, nie ucieknę. Twoja dłoń zatrzymuje się na moim policzku. Co próbujesz uczynić? Gładzisz go, delikatnie muskasz moją skórę ogrzanymi przez kawę palcami, a ja ulegam, opór i tak nie miałby większego sensu. Podnosisz się lekko, jesteś zbyt blisko. Naprawdę to zrobisz? Pozwolisz mi zaznać chwilowej ulgi?
- Naprawdę tego chcesz, Tetsuya?- dreszcz biegnie wzdłuż mojego kręgosłupa, nogi uginają się pod wpływem Twojego szeptu. Pułapka, w którą wpadłem, pajęczyna, którą mnie oplotłeś jest zarówno moim więzieniem jak i rajem.
- Tak…- błagam, głos mi się łamie. Pewny siebie składasz pocałunek na moich drżących, spierzchniętych wargach. Jeszcze raz i jeszcze. Całujesz mnie, odbierając mi resztki władzy nad moim ciałem. Obejmuję Twoją szyję i nie mogę uczynić już nic więcej. Jestem Twój…- Akashi-kun…
******
Tym razem coś dłuższego :3 Uwielbiam AkaKuro i szczerze mówiąc boję się, czy tego nie zrąbałam, ale ocenę zostawiam wam ;) Mam nadzieję, że się podoba~!
Siadasz na jednym z dębowych krzeseł otaczających ogromny stół, Twoje smukłe palce suną po powierzchni ceramicznej filiżanki. Woń kawy unosi się znad parującej zawartości naczynka, którego temperatura zdaje się Cię nie zrażać, bo uparcie trzymasz je w swoich dłoniach. Twój wzrok jak zwykle utkwiony jest w pliku kartek pokrytych ważnymi informacjami, które lada moment będziesz musiał uzupełnić. Znów źle sypiasz? Przecież tyle razy Cię prosiłem, abyś nie zarywał nocy. Jednak Ty wiesz lepiej, jesteś uparty jak osioł, zawsze musisz wygrywać. Podchodzę do Ciebie, powoli, jakbym nie chciał Cię spłoszyć, choć to ja jestem jedynym, który powinien bać się i uciec. Niestety moje serce jest zbyt głupie, zagłusza rozum i jego mądre rady ciągnąc mnie do Ciebie z szaleńczym zapałem. Zaglądam Ci przez ramię, wdychając wspaniały zapach Twojego ciała, ostrożnie obejmuję Cię w pasie. Jak daleko mogę się posunąć? Gdzie znajduje się granica? Serce łomocze mi w piersi, czuję jego uderzenia w gardle, buzująca krew dudni mi w uszach. Strach? A może ekscytacja? Nie potrafię określić tego uczucia… Nie reagujesz, więc sunę nosem po twej szyi, a Twoje delikatne jasnoczerwone kosmyki smyrają mnie po twarzy. Imperator, bezwzględny absolut- to właśnie Ciebie mi brakuje. Mimo wzlotów i upadków, mimo drastycznych zmian Twojego charakteru, zawsze jesteś moim numerem jeden. Lecz kim ja jestem dla Ciebie?
Obejmuję Cię mocniej, przyciągam do siebie ostrożnie, byś się nie poparzył zawartością filiżanki. Bez Ciebie nie istnieję, wiesz o tym. To Ty mnie odkryłeś, to Ty wyszkoliłeś, a ja tańczyłem jak tylko mi zagrałeś. Nadal tego chcę, chcę być od Ciebie całkowicie zależny. Chowam głowę w zagłębieniu twojej szyi szukając schronienia. Jestem tylko cieniem, Twoim cieniem. Lecz czy Ty możesz być tylko moim światłem? Czy pragnienie posiadania Ciebie na wyłączność to zbyt dużo. Powiedz mi…
- Tetsuya?- wypowiadasz moje imię, a ja tylko zaciskam dłonie na Twojej koszuli. Nie odpowiadam, nie chcę. Co mu powiem? - Tetsuya?- powtarzasz je, w Twych ustach brzmi tak pięknie, traci całą swoją przeciętność. Jesteś po prostu ideałem. Ideałem, dla którego straciłem głowę. Akashi-kun, co mam robić? Co powiedzieć? Jesteś mistrzem, niezależnie jaki ruch wykonam Ty i tak wygrasz. Odkładasz napój, odwracasz się w moją stronę. Nie patrz na mnie…
Stawiasz na swoim, zresztą jak zwykle. Kulę się pod Twoim spojrzeniem, które przeszywa mnie na wskroś. Czytasz ze mnie jak z otwartej księgi, prawda? Już znasz moje uczucia, nie ma drogi powrotnej, nie ucieknę. Twoja dłoń zatrzymuje się na moim policzku. Co próbujesz uczynić? Gładzisz go, delikatnie muskasz moją skórę ogrzanymi przez kawę palcami, a ja ulegam, opór i tak nie miałby większego sensu. Podnosisz się lekko, jesteś zbyt blisko. Naprawdę to zrobisz? Pozwolisz mi zaznać chwilowej ulgi?
- Naprawdę tego chcesz, Tetsuya?- dreszcz biegnie wzdłuż mojego kręgosłupa, nogi uginają się pod wpływem Twojego szeptu. Pułapka, w którą wpadłem, pajęczyna, którą mnie oplotłeś jest zarówno moim więzieniem jak i rajem.
- Tak…- błagam, głos mi się łamie. Pewny siebie składasz pocałunek na moich drżących, spierzchniętych wargach. Jeszcze raz i jeszcze. Całujesz mnie, odbierając mi resztki władzy nad moim ciałem. Obejmuję Twoją szyję i nie mogę uczynić już nic więcej. Jestem Twój…- Akashi-kun…
******
Tym razem coś dłuższego :3 Uwielbiam AkaKuro i szczerze mówiąc boję się, czy tego nie zrąbałam, ale ocenę zostawiam wam ;) Mam nadzieję, że się podoba~!

sobota, 14 maja 2016
KagaKuro (cz.2)
To już dzisiaj, prawda? To dzisiaj ma wrócić. Tak bardzo za nim tęsknię… W końcu go zobaczę.
Zwlokłem się z kanapy, pozbierałem walające się po podłodze zabawki Nigou, wyrzuciłem do kosza puste opakowania po shake’ach i instant zupkach, leżące na fotelu ubrania zaniosłem do prania. Jak mogłem tak zapuścić to mieszkanie? Otworzyłem okno, zaparzyłem kawy. Nienawidzę jej smaku, jest strasznie gorzka, ale czy mam inne wyjście niż jej wypicie? Muszę się rozbudzić przed spotkaniem z nim. Okej, teraz odkurzanie. Złapałem za stojący w kącie sypialni odkurzacz, pognałem ze zbiornikiem do zlewu i napełniłem go wodą, złożyłem urządzenie i włączyłem. Okropny szum wdawał się z samego rana we znaki, ale nie mogę pozwolić, by on wrócił do tak zaniedbanego mieszkania, prawda? Oprócz odkurzenia wszystkich pokoi, pozmywałem też podłogi i starłem kurze, po czym w końcu poszedłem do łazienki. Szybko zalatwilem swoje poranne potrzeby typu prysznic i toaleta. Następnie w trybie błyskawicznym się ubralem i nie kończąc kawy czym prędzej popedzilem na lotnisko. To już za chwilę…
Z niecierpliwością czekam w znajdującej się po drugiej stronie ulicy kawiarni na jego przybycie wpatrując się w drzwi prowadzące do wyjścia z lotniska oraz wypatrując jego burzliwej, szkarłatnej czupryny i wysokiej sylwetki. Powinien już tu być…
- Kuroko!- usłyszałem w końcu od strony wychodzącego z budynku tłumu, górował nad turystami targającymi za sobą walizki. Nareszcie! Przyspieszył kroku przepychając się między ludźmi, ja zaś podniosłem się z metalowego krzesła i ruszyłem w jego kierunku. Wszedł na ulicę z ogromnym uśmiechem machając mi wolną ręką; w drugiej taszczył swoją sportową torbę i bagaż podręczny. I nagle cały ten piękny obrazek zmienił się w koszmar. Pisk opon, krzyk przechodniów i krew mieszająca się z kolorem jego włosów, gdy leżał na środku asfaltowej powierzchni. Podbiegłem najszybciej jak mogłem, przecisnąłem się przez wszystkich zgromadzonych i nagle zamarłem. Jego głowa była nienaturalnie przekręcona, w skórze tkwiły kawałki szkła, ubranie barwił szkarłat, słychać było tylko rzężenie uciekającego z płuc powietrza. Mój Boże, tylko nie to…
- Kagami!- wydarłem się spadając z łóżka w sypialni, po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zupełnie nie wiedziałem co się dzieję, moje myśli wypełniał tylko obraz jego nieruchomego ciała i odłamków szkła zbitej przedniej szyby osobówki. Nic do mnie nie docierało, ledwo czułem otaczające mnie ciepło.
- Tetsu, co się stało?- spytała obejmująca mnie osoba. Słyszałem ją jak pod wodą, nie potrafiłem zidentyfikować jej głosu, zamiast odpowiedzieć, tylko bardziej się skuliłem.
- Hej, Kurokocchi, już dobrze, słyszysz?- kolejny głos, ten bardziej do mnie dotarł, choć wciąż nie wiedziałem kto do mnie przemawia.- To tylko zły sen…
- Kagami, on… Ten samochód… On…- dukałem przez łzy, bezwładnie opierając się o tors trzymającego mnie chłopaka. Sam już nie wiedziałem co było prawdą, a co nie.
- Tetsu, z Kagamim wszystko w porządku, przecież jakieś pół godziny temu z nim rozmawiałeś, uspokój się.
Powoli zaczęło do mnie docierać co się właśnie dzieje. Aomine przytulił mnie mocniej posyłając siedzącemu przy mnie, zatroskanemu Kise spojrzenie, którego nie rozumiałem, ale zdawało się, że on bez problemu odczytał zawartą w nim wiadomość i w ułamku sekundy przyniósł telefon, przez który ostatnio słyszałem głos Taigi. Szybko wybrał numer i nacisnął coś na ekranie komórki, rozległ się charakterystyczny dźwięk dla trybu głośnomówiącego. Nawiązywanie połączenia trwało długo, jak dla mnie zbyt długo, znów zaczęła ogarniać mnie panika. W końcu jednak ktoś odebrał i rozległ się głos rozmówcy.
- Kuroko?- głos Kagamiego. Normalny, pełny życia, choć wyraźnie zmęczony najprawdopodobniej właśnie trwającym treningiem.
- Kagamicchi, wszystko w porządku?- spytał blondyn, patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem mającym na celu podniesienie mnie na duchu.
- Kise? Jestem teraz w trakcie treningu… Czemu dzwonisz z telefonu Kuroko?- jego głos przepełnił się niepokojem.
- Kurokocchi miał zły sen… Mamrotał coś o tobie, chyba śniło mu się, że coś ci się stało, no i nie możemy go uspokoić. Aominecchi kazał mi do ciebie zadzwonić.- Kise mówił spokojnie, ostrożnie łapiąc mnie za rękę i gładząc jej powierzchnię, ja zaś patrzyłem z niedowierzaniem na komórkę. Przesunąłem się bardziej w jej kierunku, ciągnąc za sobą Aomine.
- Znowu go straszysz, idioto.- Warknął chłopak nadal mnie obejmując.
- Zamknij się Ahomine… Jest tam gdzieś Kuroko?- spytał Kagami, wszystkie oznaki zmęczenia natychmiast zniknęły, został tylko czysty niepokój.
- Kagami-kun…- jęknąłem przecierając niemiłosiernie piekące oczy, z których znów poczęły płynąć łzy.- Kagami-kun?- powtórzyłem jeszcze raz, pewniej, lecz łamiącym się głosem.- Kagami? Wszystko w porządku, jesteś cały?
- Kuroko, co ci się śniło?- spytał poważnie, w tle słychać było niewyraźny głos jego trenerki. Powoli, starając się nie zanosić płaczem zacząłem mu wszystko opowiadać. Był cicho, bałem się myśląc o tym wszystkim po raz kolejny, Aomine siedział przy mnie trzymając telefon przejęty od aktualnie robiącego herbatę Kise.- Nic mi nie jest, nie martw się.- zapewnił mnie urywając mój monolog, ukrócając wszystkie moje wątpliwości i pozbawiając mnie strachu.- Będę za dwa dni i obiecuję ci, że nie dam się nikomu rozjechać, czy coś. Nic mnie nie powstrzyma od zobaczenia się z tobą, słyszysz? Muszę teraz kończyć, zadzwonię do ciebie po treningu, albo rano. Czekaj na mnie w domu dobrze? Kocham cię, śpij dobrze i niczym się nie przejmuj. Daj mi jeszcze na chwilę Aomine.- powiedział jednym tchem uspokajająco, z troską.
- Czego, Bakagami?- spytał z typowym dla niego złośliwym uśmiechem, jednocześnie czochrając moje włosy.
- Zajmiecie się Kuroko do mojego powrotu? Ty i Kise? Lot mam zarezerwowany na jutro o 15:49, więc gdzieś do 11 powinienem być w domu. Mogę na was liczyć?
- Ty kiedyś beze mnie zginiesz, rudzielcu. Wracaj szybko i nie każ mu się więcej martwić; zajmiemy się wszystkim. Bez odbioru.- burknął Aomine kładąc się obok mnie na podłodze, co poskutkowało lekkim śmiechem Kagamiego. Jego śmiech naprawdę mnie uspokaja…
- Na razie.- palnął Kagami i po chwili słychać już było tylko dźwięk przerwanego połączenia. Spojrzałem na odrzucającego na łóżko telefon Aomine. Boże, co za wstyd… Podciągnąłem pod brodę kolana i spuściłem głowę, intensywnie się wpatrując w materiał dresów.
- Aomine-kun… Przepraszam.- mruknąłem cicho, jeszcze bardziej się kuląc.
- Za co ty mnie przepraszasz? Tetsu, wiesz, że zawsze możesz liczyć na mnie i Kise. To, że twój facet to idiota, to nie twoja wina.
- Aomine-kun…
Daiki parsknął śmiechem powoli podnosząc się z podłogi na widok niosącego na tacce herbatę Kise. Zgarnął z niej dwa kubki, jeden podał mi, drugi zatrzymał dla siebie. Przez chwilę siedzieliśmy w dość niezręcznej ciszy, która po kilku minutach przerodziła się w ożywioną dyskusję Aomine i Ryoty mającą na celu rozśmieszenie mnie. Cieszyłem się, niezwykle się cieszyłem, że mam takich przyjaciół, jednakże wciąż nawiedzały mnie pewne obawy… Jeszcze dwa dni, co?
*****
Witam wszystkich! Tak jak zapowiadałam, pojawił się kolejny post! :3 Co prawda jest to straszne masło maślane i jestem z niego średnio zadowolona, ale mam nadzieję, że wam się spodoba! ;) Czekam na opinie ^^ Do końca tego miesiąca pojawią się jeszcze min. 3 posty (przynajmniej mam taką nadzieję) więc nie zostawię was bez pożywki :) Czy są jakieś pairingi, o których chcielibyście poczytać na moim blogu? Jeśli tak to dajcie znać, postaram się coś stworzyć~!
PS: Chciałabym podziękować Aries oraz Karolinie Czyż za tak podnoszące na duchu komentarze *O* Dziękuję, dam z siebie wszystko przy kolejnych wpisach~! :3
Zwlokłem się z kanapy, pozbierałem walające się po podłodze zabawki Nigou, wyrzuciłem do kosza puste opakowania po shake’ach i instant zupkach, leżące na fotelu ubrania zaniosłem do prania. Jak mogłem tak zapuścić to mieszkanie? Otworzyłem okno, zaparzyłem kawy. Nienawidzę jej smaku, jest strasznie gorzka, ale czy mam inne wyjście niż jej wypicie? Muszę się rozbudzić przed spotkaniem z nim. Okej, teraz odkurzanie. Złapałem za stojący w kącie sypialni odkurzacz, pognałem ze zbiornikiem do zlewu i napełniłem go wodą, złożyłem urządzenie i włączyłem. Okropny szum wdawał się z samego rana we znaki, ale nie mogę pozwolić, by on wrócił do tak zaniedbanego mieszkania, prawda? Oprócz odkurzenia wszystkich pokoi, pozmywałem też podłogi i starłem kurze, po czym w końcu poszedłem do łazienki. Szybko zalatwilem swoje poranne potrzeby typu prysznic i toaleta. Następnie w trybie błyskawicznym się ubralem i nie kończąc kawy czym prędzej popedzilem na lotnisko. To już za chwilę…
Z niecierpliwością czekam w znajdującej się po drugiej stronie ulicy kawiarni na jego przybycie wpatrując się w drzwi prowadzące do wyjścia z lotniska oraz wypatrując jego burzliwej, szkarłatnej czupryny i wysokiej sylwetki. Powinien już tu być…
- Kuroko!- usłyszałem w końcu od strony wychodzącego z budynku tłumu, górował nad turystami targającymi za sobą walizki. Nareszcie! Przyspieszył kroku przepychając się między ludźmi, ja zaś podniosłem się z metalowego krzesła i ruszyłem w jego kierunku. Wszedł na ulicę z ogromnym uśmiechem machając mi wolną ręką; w drugiej taszczył swoją sportową torbę i bagaż podręczny. I nagle cały ten piękny obrazek zmienił się w koszmar. Pisk opon, krzyk przechodniów i krew mieszająca się z kolorem jego włosów, gdy leżał na środku asfaltowej powierzchni. Podbiegłem najszybciej jak mogłem, przecisnąłem się przez wszystkich zgromadzonych i nagle zamarłem. Jego głowa była nienaturalnie przekręcona, w skórze tkwiły kawałki szkła, ubranie barwił szkarłat, słychać było tylko rzężenie uciekającego z płuc powietrza. Mój Boże, tylko nie to…
- Kagami!- wydarłem się spadając z łóżka w sypialni, po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zupełnie nie wiedziałem co się dzieję, moje myśli wypełniał tylko obraz jego nieruchomego ciała i odłamków szkła zbitej przedniej szyby osobówki. Nic do mnie nie docierało, ledwo czułem otaczające mnie ciepło.
- Tetsu, co się stało?- spytała obejmująca mnie osoba. Słyszałem ją jak pod wodą, nie potrafiłem zidentyfikować jej głosu, zamiast odpowiedzieć, tylko bardziej się skuliłem.
- Hej, Kurokocchi, już dobrze, słyszysz?- kolejny głos, ten bardziej do mnie dotarł, choć wciąż nie wiedziałem kto do mnie przemawia.- To tylko zły sen…
- Kagami, on… Ten samochód… On…- dukałem przez łzy, bezwładnie opierając się o tors trzymającego mnie chłopaka. Sam już nie wiedziałem co było prawdą, a co nie.
- Tetsu, z Kagamim wszystko w porządku, przecież jakieś pół godziny temu z nim rozmawiałeś, uspokój się.
Powoli zaczęło do mnie docierać co się właśnie dzieje. Aomine przytulił mnie mocniej posyłając siedzącemu przy mnie, zatroskanemu Kise spojrzenie, którego nie rozumiałem, ale zdawało się, że on bez problemu odczytał zawartą w nim wiadomość i w ułamku sekundy przyniósł telefon, przez który ostatnio słyszałem głos Taigi. Szybko wybrał numer i nacisnął coś na ekranie komórki, rozległ się charakterystyczny dźwięk dla trybu głośnomówiącego. Nawiązywanie połączenia trwało długo, jak dla mnie zbyt długo, znów zaczęła ogarniać mnie panika. W końcu jednak ktoś odebrał i rozległ się głos rozmówcy.
- Kuroko?- głos Kagamiego. Normalny, pełny życia, choć wyraźnie zmęczony najprawdopodobniej właśnie trwającym treningiem.
- Kagamicchi, wszystko w porządku?- spytał blondyn, patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem mającym na celu podniesienie mnie na duchu.
- Kise? Jestem teraz w trakcie treningu… Czemu dzwonisz z telefonu Kuroko?- jego głos przepełnił się niepokojem.
- Kurokocchi miał zły sen… Mamrotał coś o tobie, chyba śniło mu się, że coś ci się stało, no i nie możemy go uspokoić. Aominecchi kazał mi do ciebie zadzwonić.- Kise mówił spokojnie, ostrożnie łapiąc mnie za rękę i gładząc jej powierzchnię, ja zaś patrzyłem z niedowierzaniem na komórkę. Przesunąłem się bardziej w jej kierunku, ciągnąc za sobą Aomine.
- Znowu go straszysz, idioto.- Warknął chłopak nadal mnie obejmując.
- Zamknij się Ahomine… Jest tam gdzieś Kuroko?- spytał Kagami, wszystkie oznaki zmęczenia natychmiast zniknęły, został tylko czysty niepokój.
- Kagami-kun…- jęknąłem przecierając niemiłosiernie piekące oczy, z których znów poczęły płynąć łzy.- Kagami-kun?- powtórzyłem jeszcze raz, pewniej, lecz łamiącym się głosem.- Kagami? Wszystko w porządku, jesteś cały?
- Kuroko, co ci się śniło?- spytał poważnie, w tle słychać było niewyraźny głos jego trenerki. Powoli, starając się nie zanosić płaczem zacząłem mu wszystko opowiadać. Był cicho, bałem się myśląc o tym wszystkim po raz kolejny, Aomine siedział przy mnie trzymając telefon przejęty od aktualnie robiącego herbatę Kise.- Nic mi nie jest, nie martw się.- zapewnił mnie urywając mój monolog, ukrócając wszystkie moje wątpliwości i pozbawiając mnie strachu.- Będę za dwa dni i obiecuję ci, że nie dam się nikomu rozjechać, czy coś. Nic mnie nie powstrzyma od zobaczenia się z tobą, słyszysz? Muszę teraz kończyć, zadzwonię do ciebie po treningu, albo rano. Czekaj na mnie w domu dobrze? Kocham cię, śpij dobrze i niczym się nie przejmuj. Daj mi jeszcze na chwilę Aomine.- powiedział jednym tchem uspokajająco, z troską.
- Czego, Bakagami?- spytał z typowym dla niego złośliwym uśmiechem, jednocześnie czochrając moje włosy.
- Zajmiecie się Kuroko do mojego powrotu? Ty i Kise? Lot mam zarezerwowany na jutro o 15:49, więc gdzieś do 11 powinienem być w domu. Mogę na was liczyć?
- Ty kiedyś beze mnie zginiesz, rudzielcu. Wracaj szybko i nie każ mu się więcej martwić; zajmiemy się wszystkim. Bez odbioru.- burknął Aomine kładąc się obok mnie na podłodze, co poskutkowało lekkim śmiechem Kagamiego. Jego śmiech naprawdę mnie uspokaja…
- Na razie.- palnął Kagami i po chwili słychać już było tylko dźwięk przerwanego połączenia. Spojrzałem na odrzucającego na łóżko telefon Aomine. Boże, co za wstyd… Podciągnąłem pod brodę kolana i spuściłem głowę, intensywnie się wpatrując w materiał dresów.
- Aomine-kun… Przepraszam.- mruknąłem cicho, jeszcze bardziej się kuląc.
- Za co ty mnie przepraszasz? Tetsu, wiesz, że zawsze możesz liczyć na mnie i Kise. To, że twój facet to idiota, to nie twoja wina.
- Aomine-kun…
Daiki parsknął śmiechem powoli podnosząc się z podłogi na widok niosącego na tacce herbatę Kise. Zgarnął z niej dwa kubki, jeden podał mi, drugi zatrzymał dla siebie. Przez chwilę siedzieliśmy w dość niezręcznej ciszy, która po kilku minutach przerodziła się w ożywioną dyskusję Aomine i Ryoty mającą na celu rozśmieszenie mnie. Cieszyłem się, niezwykle się cieszyłem, że mam takich przyjaciół, jednakże wciąż nawiedzały mnie pewne obawy… Jeszcze dwa dni, co?
*****
Witam wszystkich! Tak jak zapowiadałam, pojawił się kolejny post! :3 Co prawda jest to straszne masło maślane i jestem z niego średnio zadowolona, ale mam nadzieję, że wam się spodoba! ;) Czekam na opinie ^^ Do końca tego miesiąca pojawią się jeszcze min. 3 posty (przynajmniej mam taką nadzieję) więc nie zostawię was bez pożywki :) Czy są jakieś pairingi, o których chcielibyście poczytać na moim blogu? Jeśli tak to dajcie znać, postaram się coś stworzyć~!
PS: Chciałabym podziękować Aries oraz Karolinie Czyż za tak podnoszące na duchu komentarze *O* Dziękuję, dam z siebie wszystko przy kolejnych wpisach~! :3
Jeszcze żyję!
Już prawie przeszło rok tu nie zaglądałam, jestem okropna ;-; Ale tak jak informowałam w pierwszym poście na tym blogu, jest to w sumie norma jak na mnie :/ Cóż poradzić, wena nie sługa i zdaje się, że nie tylko ja mam z nią problem .-. W każdym bądź razie w najbliższym czasie postaram się dodać minimum 3-4 posty składające się na miniaturki, one-shoota i ewentualnie nowe dłuuuższe opowiadanie pokroju aktualnie pisanego KagaKuro :o
Postaram się wyrobić do końca tego miesiąca, więc trzymajcie za mnie kciuki! ;)
Postaram się wyrobić do końca tego miesiąca, więc trzymajcie za mnie kciuki! ;)
środa, 22 lipca 2015
MomoRiko- Dobranoc, Riko
Siedzę obok niej i myślę. Wpatruję się w jej piękne, piwne oczy, które z zamyśleniem wpatrują się w zapiski w notatniku. Przyglądam się jej jasnym wargom, po których delikatnie błądzi ołówek zanim zaczyna pisać. Krótkie brązowe włosy zazwyczaj spięte wsuwkami po lewej stronie jej twarzy opadały teraz niedbale na jej czoło. Uśmiechnęłam się delikatnie do siebie nie potrafiąc odwrócić wzroku. Jest taka piękna, silna i władcza, a zarazem delikatna i kobieca, pragnąca czułości. Ściągnęła brwi z niezadowoleniem przekreślając coś na kartce, ale nie specjalnie mnie to obchodzi. Nachylam się w jej kierunku i zanurzam nos wśród miękkich kosmyków jej włosów wdychając jej zapach. Delikatnie sunę palcami po jej miękkiej szyi składając króciutki pocałunek na jej głowie, a ona mamrocze coś w odpowiedzi. Nie przejmuję się zbytnio, gdy mnie odgania, za to wtulam się w nią ostrożnie opierając podbródek na jej ramieniu. Proponuję, aby skończyła na dziś pracować, bo jest już dość późno, ale protestuje. Cała Riko... Zabieram jej notesik, a ona się oburza. „Jutro też jest dzień.” szepczę jej do ucha przygryzając lekko jego płatek. Przez chwilę walczy, abym pozwoliła jej skończyć, ale w końcu rezygnuje. Wyłączamy lampkę nocną i kierujemy się do łóżka. Ai zdejmuje z siebie kolejne części garderoby, ja podążam jej śladem. W końcu przebrane w nasze piżamy kładziemy się obok siebie pod miękką pościelą. Odwrócone twarzami do siebie wpatrujemy się w siebie nawzajem, choć praktycznie nic nie widać. Głaszczę ją po policzku, ona się uśmiecha delikatnie muskając ustami moje wargi, a ja pogłębiam pocałunek.
- Dobranoc, Riko.- mówię obejmując ją w pasie.
- Dobranoc, Momoi...- odpowiada zaciskając palce na materiale mojej bluzki. Leżę tak jeszcze przez jakiś czas wsłuchując się w jej spokojny oddech. W końcu wrota do krainy Morfeusza otwierają się, a ja zasypiam, szczęśliwa, że Riko jest przy mnie.
*****
Tym razem coś innego ^^ Miniaturka shojo ai z Riko i Momoi, mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :3
- Dobranoc, Riko.- mówię obejmując ją w pasie.
- Dobranoc, Momoi...- odpowiada zaciskając palce na materiale mojej bluzki. Leżę tak jeszcze przez jakiś czas wsłuchując się w jej spokojny oddech. W końcu wrota do krainy Morfeusza otwierają się, a ja zasypiam, szczęśliwa, że Riko jest przy mnie.
*****
Tym razem coś innego ^^ Miniaturka shojo ai z Riko i Momoi, mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :3

wtorek, 21 lipca 2015
AoKise- Nie zostawiaj mnie...
Zatrzymuję się tuż przed skupiskiem ubranych w odświętne, czarne stroje ludzi i rozglądam się. Wśród wielu zapłakanych osób odnajduję znajome twarze. Podchodzę do nich chociaż nogi mam jak z waty, zaś serce ugrzęzło w okolicach przełyku. Spoglądają na mnie smutno, a ja nie bardzo rozumiem o co chodzi. Może raczej nie chcę rozumieć… Nie mogąc oddychać, rozluźniam trochę krawat z nadzieją, że to pomoże. Nikt nic nie mówi, ciszę przerywa jedynie szloch kilku kobiet. Po kilku minutach słyszę cichy stukot drewna o podłoże i rozpaczliwy krzyk jednej z nich rozrywa resztki ciszy. Spoglądam w kierunku źródła wrzasku i widzę jak dziewczyna upada na kolana zakrywając usta dłonią, a słone łzy potokami spływają po jej twarzy. Kilka osób podchodzi do niej, by choć trochę ją uspokoić. Wszyscy, których znam powoli odchodzą, zbliżając się do czegoś, co znajdowało się na środku pomieszczenia. Nie chcę tam iść, mam złe przeczucia. Boję się… Chcę się wycofać, chcę uciec, ale nie potrafię. Wbrew własnej woli podążam za przyjaciółmi i zatrzymuję się tuż za nimi. Ich twarze wykrzywiają się w bólu, ale nie wiem co go powoduję. Nie wiem co się dzieje. Patrzę tam, gdzie wpatrują się wszyscy i zamieram. Dlaczego on tam leży? Dlaczego wpakowali go do czegoś takiego? Poruszam się niespokojnie i idę w jego kierunku. Czuję na sobie wzrok wszystkich obecnych, ale to nie jest ważne. Ważny jest on. Pochylam się nad nim i głaszczę po lodowatym policzku. Wyziębił się, trzeba go przykryć, bo zamarznie. Pytam dlaczego go tu włożyli i czy to jakiś kiepski żart, kilka osób załkało. Mój głos jest coraz bardziej roztrzęsiony, prawię krzyczę. On tylko śpi! Śpi! Więc dlaczego leży w trumnie? Nie dociera do mnie co się dzieje. Nie chcę do siebie dopuścić prawdy, która złamałaby mi serce. Wygląda tak spokojnie… Jedna z osób, którą znam od tylu lat, podchodzi do mnie, ostrożnie obejmuje i delikatnym ruchem próbuje mnie odciągnąć, ale zapieram się i szarpię. Nie chcę! Nie zostawię go! Krzyczę. Robię się agresywny i wulgarny. Wyrywam się i znów podbiegam do drewnianego, ozdobnego pudła wyłożonego białymi poduszkami i kwiatami. Bardzo ostrożnie, drżącymi palcami odgarniam jego złote kosmyki z czoła. Dlaczego on? Moje łzy kapią na jego bladą twarz. Płaczę. Pierwszy raz od tak dawna płaczę. Chcę go wyjąć, ale mi nie pozwalają, kilka osób siłą próbuje mnie od niego odciągnąć. Nikt nie może opanować łez, szlochu i grymasu bólu malującego się na twarzach gapiów. W końcu bolesna prawda wdziera się do mojej głowy przypominając tym samym wiadomości z ostatnich kilku dni. Nie żyje… On naprawdę nie żyje… Zginął w tym pieprzonym wypadku… Stoję tak jeszcze przez chwilę patrząc na jego klatkę piersiową z nadzieją, że zacznie oddychać, aż w końcu pozwalam się wyprowadzić i siadam na schodach przed budynkiem. Kulę się opierając czoło o kolana starając się uspokoić. Duszę się. Nie pozwoliłem ci umrzeć, pieprzony idioto! Nie miałeś prawa ginąć! Nie teraz! Nie w taki sposób! Nie, kiedy miałem powiedzieć ci w końcu o tym co do ciebie czuję… Kise, ty debilu… Nie zostawiaj mnie…
*****
Kolejna miniaturka, tym razem dość smutna, trochę jak ja ostatnio. Utrata bliskich jest straszna...
*****
Kolejna miniaturka, tym razem dość smutna, trochę jak ja ostatnio. Utrata bliskich jest straszna...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

