czwartek, 16 lipca 2015

KagaKuro (cz.1)

Brakuje mi go. Brakuje jak cholera. Podciągnąłem kolana pod klatkę piersiową spokojnie popijając gorącą herbatę. Siedziałem tak od dłuższej chwili praktycznie się nie ruszając, wlepiając wzrok w telewizor. Postacie wyświetlane na ekranie wyraźnie prowadziły ożywioną rozmowę, ale ja nic nie słyszałem, nie docierał do mnie żaden dźwięk. Myślałem. Wspominałem chwile, które spędziliśmy razem przez cały ten czas, odkąd tylko się poznaliśmy. Tetsuya podbiegł do mnie i wskoczył na kanapę, trącając moją rękę swoim małym łebkiem. Westchnąłem ciężko wtulając policzek w kolano, ostrożnie głaszcząc go po głowie. Zabawne, że wyjechał dopiero miesiąc temu, a mam wrażenie, jakby nie było go całą wieczność. Skrzywiłem się, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Podniosłem się zrzucając z siebie koc i odkładając na blat szklanego stolika kubek z parującym napojem cytrynowym. Z typowym dla siebie brakiem emocji na twarzy otworzyłem drzwi, za którymi stali moi przyjaciele z gimnazjum.
- Kurokocchi~!- zawył blondyn rzucając mi się na szyję i tuląc do siebie jak dziecko ulubioną maskotkę. Próbowałem go od siebie odepchnąć, jednak moje ręce były nadzwyczaj słabe.
- Kise-kun, udusisz mnie…- wyszeptałem starając się oswobodzić z duszącego uścisku. Chłopak puścił mnie i spojrzał na mnie z wesołym uśmiechem.
- Tetsu, jak ty wyglądasz?- odezwał się drugi przybysz z lekka zniesmaczony mierząc mnie badawczym spojrzeniem. No tak. W końcu od dłuższego czasu przesiaduję w luźnych dresach i jego bluzie, które niesamowicie zniekształcały zarys mojej sylwetki. Bluza kończyła mi się tuż nad kolanami, a rękawy w całości przysłaniały moje dłonie. Wtuliłem się bardziej w materiał okrywający moje ramiona, a do moich nozdrzy dotarła słabnąca woń poprzedniego właściciela, za którą tak tęskniłem. Oboje weszli do mojego mieszkania rozglądając się po nim nie ukrywając zniesmaczenia, zmieszanego z wyraźnym zmartwieniem. Pomieszczenie nie wyglądało lepiej. Wiecznie czysty salon był teraz zawalony zabawkami szczeniaka, moimi ubraniami, kubkami po waniliowych shake’ach i brudnymi naczyniami. Odkąd on wyjechał, czas dla mnie stanął w miejscu…
- Kurokocchi…- zaczął Kise spoglądając na mnie oczami pełnymi współczucia.- Tak nie można… Wiem, że za nim tęsknisz, ale tak po prostu nie można… prawda, Aominecchi?- powiedział smutno patrząc na przyglądającego mi się towarzysza. Odwróciłem się i ponownie zająłem swoje miejsce na kanapie obok wiernego przyjaciela. Jeszcze bardziej wtuliłem się w sportową bluzę drużyny koszykarskiej gładząc delikatnie sierść psa. Aomine podszedł do mnie, wyłączył wciąż grający telewizor i przykucnął tuż przede mną.
- Tetsu, jak długo masz zamiar się tak zachowywać?- zapytał poważnym tonem próbując nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. Nie odezwałem się.- Wyjechał, to prawda, ale przecież obiecał Ci, że wróci, tak? Słuchaj, jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby nie dotrzymał danego słowa…
- Nie mam z nim kontaktu…- wymruczałem smętnie spuszczając głowę. Głos lekko mi drżał, a oczy piekły jakby zaraz miały pozwolić potokom łez spłynąć po moich policzkach.- Nie odezwał się ani razu…
- A sam próbowałeś zadzwonić, albo chociaż napisać?- zapytał ciemnoskóry chłopak nie przestając się we mnie wpatrywać. To chłodne spojrzenie jego granatowych oczu momentami przyprawia mnie o dreszcze… Pokiwałem przecząco głową nadal na niego nie patrząc.- No to co się dziwisz, że nie macie kontaktu? Przecież to idiota. Nawet Kise nie jest tak tępy.- odezwał się z delikatnym uśmieszkiem puszczając oczko zbulwersowanemu Ryocie. Rozejrzał się po salonie i po krótkiej chwili podał mi telefon wybierając z listy kontaktów jeden z numerów zachęcając mnie typowym dla niego beztroskim uśmiechem obejmując Kise w pasie. Po chwili wahania przyłożyłem telefon do ucha wsłuchując się w dźwięk sygnału.
- Halo?- usłyszałem po drugiej stronie i zamarłem. Siedziałem tak wstrzymując oddech, a łzy zaczęły spływać mi po policzkach z towarzyszącym im piekącym bólem w klatce piersiowej. Otworzyłem usta chcąc coś powiedzieć, cokolwiek, ale z mojego gardła nie wydobyło się zupełnie nic.- Kuroko?- usłyszałem po raz kolejny. Zacisnąłem rozdygotane palce na komórce. Tak bardzo chciałem go usłyszeć.
- Śmiało.- wyszeptał blondyn posyłając mi ciepły uśmiech. Jeszcze przez chwilę się wahałem, aż w końcu zdecydowałem się odezwać.
- Kagami-kun…- wychrypiałem z całych sił starając się brzmieć normalnie.
- Kuroko, wybacz, że nie dawałem żadnego znaku życia, ale Alex ułożyła nam tak zabójczy harmonogram, że po tygodniu nie wiedziałem jak się nazywam. Słuchaj, za dwa dni mam samolot do Tokyo więc niedługo się zobaczymy. Szczere mówiąc już nie mogę się doczekać.- Jego wesoły głos rozbrzmiewał echem w mojej głowie. Tak bardzo za nim tęskniłem…- …Kuroko?- po raz kolejny wypowiedział moje imię, a ja już nie miałem sił na powstrzymanie łez, które ciurkiem zaczęły płynąć w wzdłuż linii mojej twarzy.- Kuroko, co się stało? Dlaczego płaczesz?- zapytał. Barwa jego głosu natychmiast uległa zmianie, gdy usłyszał jak pociągnąłem nosem.
- Wracaj szybko, idioto…- jęknąłem przez łzy opierając się czołem o kolano, które właśnie podciągnąłem pod klatkę piersiową. Przez chwilę trwała cisza.
- Pewnie, czekaj na mnie.- powiedział miękko i choć nie widziałem jego twarzy, mógłbym przysiąc, że się uśmiechnął.- Kocham Cię.
- Ja ciebie też…- burknąłem walcząc ze szlochem, a Daiki wyrwał mi telefon pomimo moich protestów odezwał się do mojego rozmówcy.
- Słuchaj, Bakagami. W tym momencie rezerwujesz najbliższy lot do Tokio i wracasz, albo osobiście polecę do tej zasranej Ameryki i przytargam cię siłą. I następnym razem, idioto, pomyśl czasami o najbliższych, którzy się o ciebie zamartwiają i zadzwoń albo chociaż wyślij durnego smsa.- warknął do słuchawki i rozłączył się oddając mi telefon, zaś Kise usiadł obok mnie i zamknął w żelaznym uścisku starając się mnie uspokoić.

***********************************************************************************

Tak na dobry początek ^^ Mam nadzieję, że się podoba :3

5 komentarzy:

  1. Ach, jak ja uwielbiam Twój styl pisania. Zaczyna się świetnie, oczywiście potem przez płaczącego Kuroko ucierpiało moje kokoro, ale tak ślicznie to opisałaś, że chyba wybaczę. Niech Cię wena nie opuszcza! Czekam na kolejną część z niecierpliwością. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku... *-* Kocham! Choć szczerze nienawidzę AoKise to przy tak słodkiej obramówce KagaKuro (które wielbie) po prostu też mi się spodobało. Aomine jest jak taki starszy brat dla Tetsuyi, a Kise taka starsza siostra :3 Cud, miód i maliny! Ten Bakagami... Jak tak można biednego Kurosia... Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy!
    PS Dla mnie lepiej jest jak pieska Kuroko nazywa sie Nigou... Ale to już moja opinia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doczekałaś się! :3 Dziękuję bardzo za tak niesamowicie miły komentarz (;ω;)♥ Serdecznie zapraszam do przeczytania drugiej części ci *°* Pozdrawiam~~!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń